niedziela, 11 grudnia 2011

...WYNIKI CANDY

Nadszedł czas losowania i ogłoszenia wyników. Początkowo losowanie miał przeprowadzić najmłodszy członek rodziny, ale niestety "walnął w kimono". Tak więc udział w losowaniu przypadł nieco większemu członkowi rodziny. Przystąpiono zatem do wydrukowania i wycinania poszczególnych losów, jako, że losowanie miało odbyć się metodą tradycyjną: mieszająco - losującą. Następnie losy umieszczono w "bębnie maszyny losującej" to jest naczyniu kryształowym przezroczystym.
Nie ukrywamy, że nie spodziewaliśmy się tak licznego udziału. Bardzo nam  miło, że nas odwiedziliście i wzięliście udział w świątecznym candy. Niestety nie wszystkie blogi udało nam się odwiedzić - jeszcze oczywiście wszystko przed nami. 
A zatem:
nagroda główna powędruje do....






Postanowiliśmy przyznać jeszcze jedną nagrodę: powędruje ona do...





Dziewczynom gratulujemy i prosimy o dane do wysyłki. Prosimy prześlijcie na adres: orion1984@poczta.onet.pl


*** 
Bądzcie czujne. Zapraszamy do odwiedzania nas.
Jako, że mamy pomysła na kolejne candy odbędzie się ono już wkrótce...
Fundatorem nagrody będzie Przemek :)
Busiaki i pozdrawiamy

Skrzyneczka...

Jakiś czas temu próbowałam swoich sił w decoupage i powstała skrzyneczka.
Z dna szafy wygrzebaliśmy pieczołowicie przechowywane skarby rodzinne. Kilkustronicowy, niedokończony zeszyt do nut mojej cioci, która w wieku 11 lat zginęła tragicznie.  Listy z wojska wuja. Ausweisy pradziadków które wystawiane były 100 lat temu, oraz wielopokoleniowe zdjęcia przodków. Wszystko zeskanowaliśmy, wydrukowaliśmy i powstała skrzyneczka.
  Z jakim efektem, oceńcie same...











Powoli przymierzamy się do wykonania podobnej z pamiątkami Przemka. Musimy tylko zebrać więcej pamiątek i zakupić skrzyneczkę:).


*****
Oficjalnie zamykamy listę, wyniki podamy ok 17.

Miłego niedzielnego popołudnia.
Magda i Przemek
.

niedziela, 4 grudnia 2011

nasze PELE MELE...


Po długich poszukiwaniach rodzinnych pamiątek i wreszcie - ich skompletowaniu oraz obserwacji różnego rodzaju ram, ramek i pele melów :) przystąpiliśmy już (choć dawno) do działania. Ze starej podarowanej obrazowej ramy wytworzyliśmy pele mele. Podział konstrukcyjnych obowiązków był następujący: 
Przemek: malowanie ramy, kupno i montaż wieszaczków oraz wiercenie dziur w ścianie no i wybór zdjęć Przemkowej prarodzinki. 
Magda: wypychanie, szycie, przyszywanie guzików, mocowanie tasiemek i klejenie no i wybór zdjęć Magdowej prarodzinki.

Przyznajemy się jednak bez bicia, że nie mogliśmy porzucić skarbów z komóreczki i zaraz zrodził się pomysł na zużytkowanie pradziadkowych nart. Początkowo miały zawisnąć pionowo na ścianie, ale potem zrodził się pomysł na sztukę użytkową - tak oto powstała nartopółeczka, którą widzicie na zdjęciach. Dzięki temu udało się nam na niej zmieścić kilka małych rzeczy - drobiazgów. Narty są oczywiście oryginalne,. drewniane z drewnianymi kijkami.






poniedziałek, 28 listopada 2011

ŚWIĄTECZNE CANDY



W naszym świątecznym candy do wygrania szyte ręcznie (dosłownie!) serca i choinki oraz skrzydła. Jeśli podobają Wam się nasze wytworki to zapraszamy do zabawy. Niewykluczone, że będzie jeszcze jakaś niespodziewajka :)

Instrukcja obsługi uczestnictwa jest bardzo prosta:
Po pierwsze należy pozostawić po sobie ślad w postaci komentarza pod candowym postem. Dla osób nie posiadających bloga proszę o podanie maila i chociaż imienia (uwaga!!! bardzo anonimowe wpisy będą usuwane).
Po drugie uprasza się :) o wstawienie candowego podlinkowanego zdjęcia na boczny pasek swojego bloga. Wszelkie formy prezentacji dozwolone :) czyli może być na górze, na dole, z boku, z przodu lub z tyłu :)
Po trzecie losowanie nastąpi 11 grudnia a paczuszka poleci do zwycięzcy/ów już dwunastego, ażeby poczta miała dość czasu by dostarczyć przesyłkę w pożądanym do świąt terminie.

Zapraszamy wszystkich do udziału i zabawy :)
MiPiMI

niedziela, 6 listopada 2011

o dwóch takich... co...




Być może budził lekkie zdziwienie mężczyzna w tramwaju czytający książkę z różową okładką. Ale książkę podarowała mi do przeczytania koleżanka z pracy i nie ukrywam, że… dobrze zrobiła… Przeczytałem ją kilkoma tchnieniami. Klimatem podobna do umbertowskich zapisków na pudełku od zapałek, z niezwykłym humorem i śmiesznymi sytuacjami, które rzeczywiście mogły mieć miejsce. To także książka o zwykłym życiu i patrzeniu na świat oczyma dwóch kobiet, matki i córki. Czy jednak tak bardzo innym jak się na pozór by wydawało? Przeczytajcie sami i życzę miłej zabawy. A ta historia z psem – nie mogłem ze śmiechu wytrzymać.




POST OPUBLIKOWANY PO RAZ 1 NA:
ŚWIAT WEDŁUG KORNIKA  
WSPÓŁTWORZYMY TEN BLOG --- ZOBACZ INNE RECENZJE :)